Mysz w chlebie. Stosunki polsko-żydowskie w Łukowie według przedwojennej prasy

12.02.2021
Autor: Paweł Jezierski
Sytuacje dnia codziennego, zdarzenia wesołe i tragiczne, bojkot gospodarczy i polityczne intrygi. Przeglądając dawną prasę, przekonujemy się, jak barwne, a niekiedy burzliwe były przed 1939 r. stosunki polsko-żydowskie w Łukowie.
wybory_1_COMP.jpg

Afisz łukowskiego komitetu partii Bund, 1927 r. / Polona

 

Śledztwo w sprawie świętokradztwa

W 1883 r. pismo „Izraelita” zamieszcza detektywistyczną historię z Łukowem w roli głównej. Korespondenta gazety zaciekawiła żywa dyskusja prowadzona na rynku przez „gromadkę długokapotowych współwyznawców”. Okazało się, że ktoś w mieście dokonał kradzieży drogocennych naczyń liturgicznych z łukowskiego kościoła, a podejrzenie padło na miejscowych Żydów, którzy w opinii polskich sąsiadów byli „jako jedyni zdolni do tak zbrodniczego czynu; żaden bowiem chrześcijanin nie byłby w stanie go popełnić”.

Łuków_1920_Polona_COMP.jpg [473.26 KB]
Łuków, 1920 r. / Polona

Zatroskany korespondent dodawał, że „przekonanie takie, żywione nie tylko przez masę, ale i przez klasę inteligentną, dostatecznym było do zakłócenia spokoju żydowskiej ludności i nabawienia jej strachu”. Śledztwo utknęło w martwym punkcie i tylko dzięki przytomnej postawie łukowskiego Żyda udało się wykryć sprawcę. Oddajmy głos relacji:

„Mieszkaniec tutejszy Szaja Alabaster miał zrobić na mocy wyroku sądowego zajęcie w domu jednego z mieszczan łukowskich, chrześcijanina. Mieszczanin w obawie rzekł do żyda: «Nie troszcz się o swoją należność, otrzymasz takową, i oprócz tego zarobić możesz przy mnie ładny grosz, jeżeli mi dopomożesz sprzedać srebrne lichtarze, które posiadam». Żyd nie w ciemię bity, poznał od razu po tonie i osnowie uczynionej mu propozycji, że to nie gładki interes. Wszedł więc z mieszczaninem w dłuższą rozmowę i zręcznie go badając, przekonał się, że znalazł ślad popełnionego świętokradztwa. Udało mu się wkrótce otrzymać odeń kilka złotych przedmiotów, pod pretekstem przekonania się, czy to szczere złoto. Żyd udał się natychmiast do księdza kanonika, opowiedział mu wszystko, pokazując mu owe przedmioty, między którymi był także złoty krucyfiks, przed kilku laty jeszcze przysłany od Ojca Ś-go w podarunku na inaugurację tegoż kościoła, co ujrzawszy kanonik nie posiadał się z radości. Wręczono niebawem Alabastrowi dosyć pieniędzy, by mógł i resztę przedmiotów nabyć i zręcznie całą rzecz na jaw wyprowadzić. Żyd oznaczył więc godzinę o 11-ej w nocy, kiedy mieszkaniec ma wszystkie rzeczy przynieść mu do domu i zawiadomił o tym policję. W oznaczonej godzinie zjawił się mieszczanin w domu żyda z napełnionym workiem i ptaszek, wpadłszy w pułapkę przez policję wprzód już ustawioną, odprowadzony został na nocleg”.

Wedle korespondenta, po wyjaśnieniu sprawy nastały w Łukowie radosne dni dla wspólnoty polsko-żydowskiej, przy czym „żydzi zrehabilitowani zostali (…) chrześcijanie przepraszali żydów za podejrzenie na nich rzucone i wyrażali im swoją wdzięczność za sztuczne wykrycie kradzieży”, a „cały ogół chrześcijański tutejszej okolicy z wielką przyjaźnią i wdzięcznością odnosi się obecnie do izraelitów łukowskich”.

Chleb z myszą czy z karaluchem?

Na przestrzeni wieków handel i rzemiosło łukowskie było zdominowane przez właścicieli żydowskich, co często irytowało polskich konkurentów. Starozakonnym zarzucano, że ich produkty, takie jak pieczywo i mięso, mają niską jakość. Już w 1839 r. w „Dzienniku Urzędowym Guberni Podlaskiej” zauważamy zażalenia mieszczan „na dokonywaną przez Starozakonnych w Mieście Łukowie sprzedaż wszelkich artykułów żywności, którzy zwykle są mniej porządni, nie mogą zadowalać kupujących”. Z drugiej strony w „Gazecie Polskiej” z 1872 r. czytamy, że łukowscy Żydzi także potrafili walczyć o swoje interesy, ponieważ „piekarz Włoch Ferrari musiał się wynieść, tak jak przed nim Niemiec Thiel, z powodu zabiegów starozakonnych; a piekł on ładne bułki i chleb, i posyłać po nie do Siedlec nie trzeba było”.

Łuków_ul.Chęcińskiego_przed1939_NAC_COMP.jpg [277.67 KB]
Łuków, ul. Chęcińskiego, przed 1939 r. / Narodowe Archiwum Cyfrowe

Warto przytoczyć inną sprawę sądową z 1889 r., również dotyczącą pieczywa, opisywaną w dodatku do gazety „Zorza”: „pewien mieszczanin oskarżył piekarza Abusia o to, że w chlebie kupionym u niego znalazł kawałek myszy. Abuś tym się tłumaczył, że nie wie, skąd by się mysz w chlebie znalazła; na końcu swej obrony te dodał słowa: «zresztą w chlebie był tylko kawałek myszy, a nie cała»”. Argument ten nie został uznany przez łukowskiego sędziego i piekarz został skazany na zapłacenie 10 rubli kary, co według redakcji powinno „posłużyć nam za naukę, że nie u żydów, ale u swojaków należy kupować pieczywo, bo żyd zawsze niechlujnym będzie”.

Z kolei „Kurier Warszawski” konkludował, że „wypadki znajdowania w pieczywie różnych niepotrzebnych dodatków są w Łukowie (...) bardzo częste, dlatego też wielką wesołość w sali sądowej wywołało wypowiedziane przez sędziego zdanie: «Chcesz chleba z myszą, idź do Abusia, chcesz go z karaluchami i robactwem, idź do Bergmana»”.

Niesłuszne oskarżenie

W 1927 r. w dzienniku „Nasz Przegląd” czytamy doniesienia z łukowskiego jarmarku: „oto jeszcze jedna sprawa z dziejów chłopskiej ciemnoty, zacietrzewienia, chłopskiego oporu i nienawiści, sprawa ilustrująca aż nadto dobitnie chłopską mściwość i tępotę”. Do handlującej chustami Rojzy Wolberg podchodzi chłopka z podłukowskiej wsi zainteresowana zakupem czerwonej chustki. „Żydówka uwija się szybko. Pokazuje jedną chustkę, drugą, trzecią. Nie może dogodzić wybrednej klientce. Wreszcie – jest! Po dwóch godzinach poszukiwań, targów chłopka przywdziewa chustkę, lecz w tej samej chwili odzywa się do niej wieśniaczka – sąsiadka: – Kumo! Toć to wam we dwa razy wyblaknie. Nie kupujta tego, oo! I znów chłopka zaczyna się wahać. Zirytowana żydówka ma już tego dość. Zrywa chustę z ramion klientki. Nie chce z nią targu, dość!”.

Ten barwny opis nie wydaje się niczym szczególnym – takie były uroki ówczesnych jarmarków. Jednak tydzień po tym zdarzeniu mąż niedoszłej klientki zjawia się w łukowskim sądzie i oskarża Rojzę o uderzenie swojej żony, czym jego zdaniem wywołała poronienie. Nieszczęśnik-oskarżyciel dodał przy tym, że „dostrzegł na czole przedwcześnie urodzonego dziecka... siniec!” – zapewne od rzekomego uderzenia handlarki. Wobec kuriozalnych zarzutów adwokat oskarżonej „dowiódł, iż «poszkodowana» nazbyt przejaskrawiła całe zajście, że w swej nienawiści i ciemnocie przypisuje żydówce jakieś czary. Ponadto obrońca wykazał, iż chłopka przeszła dłuższą drogę, bo aż 7 km liczącą z Łukowa do swej wioski, co właśnie mogło spowodować poronienie”. Rojza Wolberg została uniewinniona.

Inaczej zakończyła się sprawa zamieszkałego w Łukowie Żyda Moszka Rydelmana, oskarżonego w tym samym roku przez okolicznych chłopów o lichwę i groźby karalne. Rydelman rzekomo ukrywał rzeczywiste oprocentowanie pożyczek, przez co grupa włościan obwiniła go „o wyzyskiwanie ich trudnego położenia materialnego, zwłaszcza w czasie zasiewów” – donosił „Nasz Przegląd”. Niezadowoleni wiejscy kredytobiorcy zeznali także, że Rydelman groził im podpaleniem w przypadku niespłacenia przez nich należności. Sąd pierwszej instancji skazał go za to na 4 miesiące więzienia, jednak sąd apelacyjny zmniejszył ten wyrok do 3 tygodni aresztu, uznając, że doszło do „nadmiernego pobrania procentów”, jednak bez elementów „wyzysku”.

Bojkot sklepów

Wyraźne zaostrzenie nastrojów antysemickich w Łukowie zauważamy w latach 30. Korespondowało to z ogólnokrajowymi tendencjami podsycanymi przez środowiska narodowo-katolickie. Oto w 1937 r. prawicowy dziennik „ABC – Nowiny Codzienne” donosił, że „od dłuższego czasu społeczeństwo polskie Łukowa prowadzi akcję bojkotową. Powstały ostatnio w Łukowie sklepy chrześcijańskie, mieszkańcy zaś tego miasta, jak i okolicznych wsi zakupy wszystkie czynią u Polaków. Łuków liczy 16 tysięcy mieszkańców. Poza tym w promieniu kilkunastu kilometrów znajduje się wiele osad o zaludnieniu od 3 do 4 tysięcy mieszkańców. W miasteczkach tych i osadach prosperuje około 80 sklepów spożywczych chrześcijańskich. Wszystkie te sklepy jednak zmuszone są zaopatrywać się w towar w hurtowni żydowskiej, ponieważ hurtowni polskiej ani w Łukowie, ani w innych miastach pobliskich nie ma. W ten sposób hurtownie żydowskie mają ogromny obrót i ciągną zyski z kieszeni Polaków. W tych warunkach należałoby zwrócić uwagę społeczeństwa polskiego na tę palącą potrzebę założenia hurtowni w Łukowie. Hurtownia ta przy obecnym nastawieniu ludności polskiej, przy obecnym ostrym bojkocie sklepów żydowskich zapewnioną by miała egzystencję. Zaznaczamy, że społeczeństwo polskie Łukowa pracę zmierzającą do unarodowienia handlu poprze z całego serca”.

Kilka miesięcy później ta sama gazeta opisywała kolejne smutne zdarzenia z grodu nad Krzną: „w ślad za Lublinem, który w ostatnich dniach rozpoczął akcję bojkotową żydów, podążył Łuków. Mianowicie podczas ostatniego targu młodzi narodowcy łukowscy rozstawili w całym mieście patrole, z zamiarem niedopuszczania ludności polskiej do sklepów żydowskich. Jednocześnie rozdano szereg ulotek o treści uświadamiającej społeczeństwo polskie co do roli żydów w naszych stosunkach gospodarczych. Akcja dała wspaniałe wyniki, ponieważ sklepy żydowskie świeciły pustkami. Przez cały czas trwania bojkotu, który przewidziany jest i na dalsze dni, nie zanotowano zwykłych wystąpień ze strony żydów”.

narodowiec_1.jpg [267.47 KB]
Jeden z artykułów z "Narodowca Łukowskiego" z 10 marca 1938 r. / Polona

„Zdziczenie endecji”

W marcu 1938 r., Stronnictwo Narodowe wydało w Łukowie „Narodowca Łukowskiego” – broszurę z hasłami o „zażydzeniu rzemiosła i handlu” oraz „budowaniu Polski bez żydów”, która aż kipiała od antysemickich treści. „Tu trzeba lekarza-psychiatry” skwitowało treści „Narodowca” postępowe pismo „Podlasie”, zauważając przy tym, że ta publikacja była rozdawana w czasie wiejskich rekolekcji przez prowadzącego je zakonnika.

Kilka miesięcy później dziennik żydowski w języku polskim „5-ta rano” donosił o innym bulwersującym incydencie z Łukowa świadczącym o „zastraszającym zaniku wszelkiej moralności i etyki w dżungli endeckiej”. W tragicznym wypadku znarowiony koń zabił młodego Żyda Szyję Rybaka i ciężko ranił dwie osoby, a samo wydarzenie wstrząsnęło „całą ludnością żydowską i chrześcijańską”. Podobnym wstrząsem była reakcja szefów łukowskiego koła Stronnictwa Narodowego, którzy „mieli wręczyć właścicielowi owego konia metr owsa, jako... premię za zabicie Żyda“. „Postępek ten wywołał odrazę także wśród ludności chrześcijańskiej” – relacjonował dziennik.

Park tylko dla chrześcijan

O innym antysemickim incydencie z 1938 r. pisały ogólnokrajowe gazety, m.in. „Gazeta Robotnicza”, która donosiła: „Miasto Łuków nie posiada parku, ani ogrodu spacerowego, nie posiada rzeki, ani kąpieliska miejskiego, jedynym miejscem «odpoczynku» w mieście jest kawałek ogródka o obszarze 50 na 50 m, gdzie z braku ławek zgłodniali przyrody obywatele łukowscy (...) oczekują ruchu od ojców miasta w postaci choć jednej ławki. Aliści zamiast upragnionej ławki ukazał się w tych dniach przy wejściu do ogródka olbrzymi napis: SKWER WEJŚCIE TYLKO DLA DZIECI CHRZEŚCIJAN”.

Zdarzenie opisał także „Nasz Przegląd”, relacjonując, że „w Łukowie znajduje się ogród, w którym bawią się dzieci w wieku szkolnym. Przed kilku dniami nad ogrodem ukazał się napis: «wejście tylko dla dzieci polskich»”. Redaktor zaznaczał, że sprawę zgłoszono do żydowskich parlamentarzystów z prośbą o interwencję w Ministerstwie Spraw Wewnętrznych.

Nieudany wiec

Czy możemy więc jednoznacznie stwierdzić, że opisywane powyżej incydenty w latach 30. były normą i cieszyły się akceptacją łukowskiej społeczności? Nie do końca. Świadczy o tym reakcja łukowian na zapowiadaną 15 sierpnia 1938 r., w rocznicę bitwy warszawskiej, głośną manifestację Stronnictwa Narodowego. Liczne afisze i ulotki zapraszały mieszkańców na wielki pochód na Plac Wolności, gdzie miał odbyć się wiec pokazujący poparcie Łukowa dla tej nacjonalistycznej i antysemickiej organizacji. „Gazeta Robotnicza” donosiła, że „na wychodzących z kościoła czekały u stóp kościoła transparenty z hasłami «Precz z żydokomuną», «Precz z Żydami» itp., które koronować miały podniosłą manifestację narodową”.

Jakież musiało być zdziwienie łukowskich narodowców, gdy „wierni wychodząc z kościoła, przechodzili obojętnie koło haseł endeckich i rozeszli się do domów, garstka około 20 «ś.p. pikieciarzy» z ogłoszonego w afiszach i ulotkach pochodu zabrała transparenty, przenosząc się na plac, gdzie do kilkunastu narodowych bohaterów przemawiali «wodzowie», wznosząc «patriotyczne» okrzyki, przyjmowane śmiechem przez przechodniów przypadkowych”.

Egzotyczny sojusz polityczny

Co zaskakujące, hasła i działania antysemickie nie przeszkadzały w lokalnych układach politycznych. W lipcu 1939 r., na dwa miesiące przed wybuchem II wojny światowej, „Gazeta Robotnicza” donosi o sensacyjnej „swoistej «konsolidacji» endecko-żydowsko-ozonowej[1] w Łukowie”. Gdy nowa Rada Miejska (złożona m.in. z 6 przedstawicieli żydowskich, 4 endeckich i 4 „ozonowców”) wybierała wiceburmistrza oraz trzech ławników, to właśnie te trzy środowiska, w ramach egzotycznej koalicji, postanowiły wystawić wspólnych kandydatów, aby zmniejszyć wpływy lewicy.

gazeta_robotnicza_1_cc.jpg [234.73 KB]
Osobliwa "konsolidacja" polityczna w Łukowie według "Gazety Robotniczej" z 1 lipca 1939 r. / Polona

Żydowscy radni, którym jak widać nie przeszkadzały niedawne antysemickie pikiety, wywiązali się z ustaleń i „dotrzymując wierności endekom i «ozonowcom»”, zagłosowali na ławnika proponowanego przez narodowców, jednak tuż potem zostali oszukani przez prawicowych koalicjantów, którzy, „trzymając się widocznie zasady, że słowo dane «niższej rasie» nie obowiązuje” – nie zagłosowali na żydowskiego kandydata na ławnika. Tym sposobem żaden nowy ławnik nie wywodził się ze społeczności żydowskiej. Dalszy przebieg politycznych układanek w miejskiej radzie przerwał wybuch II wojny światowej.

 

Więcej o historii łukowskich Żydów można znaleźć na stronie Żydzi Łukowa i okolic prowadzonej przez dr. Krzysztofa Czubaszka.

 

Źródła:

Nr. 13271 z Wydziału Wojska Sekcyi Policyi, „Dziennik Urzędowy Guberni Podlaskiej” nr 14, 1839, s. 217

Zawadzki, J., Z pod Łukowa, „Gazeta Polska” nr 96, 20 kwietnia (2 maja) 1872, s. 2

Neumanowicz, H., Korespondencja „Izraelity”, „Izraelita” nr 24, 10 czerwca 1883, s. 198

To i owo, „Poradnik dla gospodyń i mniejszych posiadaczy rolnych”, dodatek do „Zorzy” nr 25, 1889, s. 6-7

Mysz w chlebie, „Kurier Warszawski” nr 162, 14 czerwca 1889, s. 2-3

W obliczu sprawiedliwości, „Nasz Przegląd” nr 51, 20 lutego 1927, s. 11

W obliczu sprawiedliwości, „Nasz Przegląd” nr 20, 23 czerwca 1927, s. 6

O hurtownię chrześcijańską w Łukowie, „ABC” nr 132, 27 kwietnia 1937, s. 3

Bojkot żydów w Łukowie, „ABC” nr 283, 6 września 1937, s. 3

Opolski, H. [red.], „Narodowiec Łukowski”, 10 marca 1938

Brzozowski, S., O „Narodowcu Łukowskim” słów parę..., „Podlasie” nr 94, 1 kwietnia 1938, s. 5

Premia dla konia za... zabicie Żyda, „5-ta Rano” nr 208, 27 lipca 1938, s. 4

Z czyjego polecenia?, „Gazeta Robotnicza” nr 186, 31 lipca 1938, s. 9

Dla Żydów wstęp wzbroniony, „Nasz Przegląd” nr 224, 10 sierpnia 1938, s. 13

Kompromitacja endecji w Łukowie, „Gazeta Robotnicza” nr 202, 17 sierpnia 1938, s. 5

Swój do swego – po swoje, „Gazeta Robotnicza” nr 157, 1 lipca 1939, s. 5

 

Przypis:

[1] Ozon – zwyczajowa nazwa OZN, Obozu Zjednoczenia Narodowego, organizacji politycznej sanacji, utworzonej w 1937 r. Miała ona profil antysocjalistyczny, postulowała także emigrację Żydów.