Trzymaj chłopców mocno za ręce. Historia żydowskich braci z Krakowa

07.05.2020
Autor: dr Anna Rosner
Opowieść o tym, jak Ferdynand i Henryk, dwaj mali chłopcy z żydowskiej rodziny z Krakowa, przeżyli wojnę dzięki pomocy niani Kazi. Jakie były powojenne losy ocalonych z Zagłady?
katarzyna_chciuk_main___kopia.jpg

 

Ephraim Peleg nazywał się pierwotnie Ferdynand Verderber. Urodził się w Krakowie 1 lipca 1936 roku w rodzinie Ryfki i Dawida. Jego młodszy brat, Henryk, przyszedł na świat latem, w roku wybuchu wojny. Ryfka pracowała w sklepie muzycznym, Dawid prowadził sklep z materiałami biurowymi należący do znanej w Krakowie rodziny Aleksandrowiczów. Verderberowie mieszkali przy ulicy Długiej i powodziło się im dość dobrze, by zatrudniać dwie pomoce domowe – gospodynię Łucję i nianię Kazię.

Niania Kazia, a właściwie Katarzyna Chciuk, mocno wpłynęła na losy najmłodszych z rodziny Verderberów. Urodziła się 22 sierpnia 1897 roku w podkarpackiej Dąbrówce Pniowskiej. Była panną, do Krakowa przyjechała za pracą, prawdopodobnie dzięki namowom swojej siostry Franciszki i jej męża Benedykta Lublina, którzy prowadzili w mieście zakład stolarski specjalizujący się w produkcji trumien.

_en_Krakow_Ghetto_06694.jpg

 

Verderberowie nie zdecydowali się na opuszczenie miasta ani przed wybuchem wojny, ani zaraz po nim. Zostali w Krakowie i po utworzeniu w mieście getta w marcu 1941 r. zostali zmuszeni do przeprowadzenia się ze swojego domu przy ulicy Długiej na Józefińską 4. Ich nowe lokum znajdowało się na granicy getta, od strony Wisły.

Dawid, wraz z bratem Mojżeszem, zostali skierowani do pracy w warsztacie produkującym na rzecz armii niemieckiej koperty i inne materiały papiernicze. Jako wieloletni i doświadczeni pracownicy magazynu Aleksandrowiczów, orientujący się w jakości produktów, odpowiadali za dostarczanie szablonów, kleju, papieru itp. z magazynu do zakładu w getcie. Brak informacji o przydziale pracy Ryfki. Z zachowanych archiwaliów wiadomo jedynie, że oboje rodzice chłopców byli kierowani do usuwania śniegu z ulic getta na początku 1941 roku.

Od przenosin do getta Ryfka i Dawid rozważali przekazanie dzieci pod opiekę komuś zaufanemu. Wybór mógł paść tylko na jedną osobę – Kazię. Wspomnienia Ephraima nie pozwalają dokładnie określić, kiedy on i jego brat przeszli na „stronę aryjską”, wydaje się jednak, że nastąpiło to w trakcie budowy muru otaczającego getto lub niedługo potem.

Chłopcy ukrywali się w zakładzie stolarskim Lublinów. Od urodzenia posługiwali się językiem polskim, co bardzo ułatwiało udzielenie im schronienia poza gettem. Choć tęsknili za rodzicami, obecność znanej im od urodzenia niani przynosiła ulgę. Kobieta na co dzień opiekowała się dziećmi oraz nauczyła je, jak i gdzie ukryć się, gdyby nadeszła taka konieczność. Ponieważ rodzeństwo większość czasu spędzało w stolarni, Benedykt Lublin przygotował dla chłopców trumnę-skrytkę, do której mogli się wcisnąć. By nikt nie chciał jej kupić, była wystawiona jako model w witrynie zakładu.

Chłopcom zmieniono też tożsamość – Ferdynand stał się Edziem, a Henryk Jasiem, przedstawiani byli jako dalsze kuzynostwo niani Kazi. Kobieta zabierała ich do kościoła, by sąsiedzi nie nabrali podejrzeń co do pochodzenia braci. Mieli też nosić jej nazwisko.

_en_Krakow_Ghetto_06694.jpg

 

Razem do końca wojny

Nie jest jasne, kiedy dokładnie zapadła decyzja o opuszczeniu Krakowa, prawdopodobnie nastąpiło to jednak po akcji likwidacyjnej w marcu 1943 r., gdy dla Lublinów i Katarzyny Chciuk stało się oczywiste, że spadła na nich pełna odpowiedzialność za dzieci. Ciągłe zagrożenie wiążące się z ciekawskimi sąsiadami, obawa przed donosem czy szantażem spowodowała, że niania wraz z dziećmi często zmieniała miejsce zamieszkania.

O pochodzeniu Edzia i Jasia – Ferdynanda i Henryka – wiedzieli członkowie rodziny niani. Szczególnie silnie zaangażowane w pomoc były dwie osoby: Michalina Ślęzak oraz Zofia Łysik. Pierwsza z nich była siostrą Kazi, druga – synową Marii, drugiej siostry Kazi. Córka Michaliny, Daniela, podobnie jak najstarsza córka Łysików, Krysia, obie niewiele starsze od braci, odpowiadały za to, by chłopcy nie pokazywali się zbyt często osobom postronnym, miały zajmować ich zabawą i rozmową, a w czasie nader rzadkich spacerów trzymać mocno za ręce i pilnować, by nigdzie się nie oddalali. Ślęzakowie i Łysikowie pomagali na przemian. Osób biorących udział w ukrywaniu chłopców było zresztą więcej, niania poruszała się przede wszystkim pomiędzy domami bliższej i dalszej rodziny, starając się nigdzie nie pozostawać zbyt długo, by nie wzbudzić zainteresowania sąsiadów.

Chłopcy przebywali w wielu miejscowościach, m.in. w Dąbrówce Pniowskiej i Zabierzowie. Gdy lata po wojnie Ferdynand Verderber zaangażował się w rozpoczętą przez Henryka procedurę nadania medalu Sprawiedliwego Wśród Narodów Świata przez Yad Vashem osobom zaangażowanym w ich ratowanie, nie był w stanie przypomnieć sobie wszystkich miejsc, w których mieszkali w okresie okupacji. Powoli, z pomocą żyjących krewnych niani (w tym Danieli Stachowskiej, siostrzenicy Katarzyny Chciuk), nie tylko odtwarzał mapę, lecz również znajdował imiona i nazwiska kolejnych zaangażowanych w akcję osób.

Ferdynand, Henryk oraz ich niania przeżyli wojnę. W 1945 roku wrócili do Krakowa, do zakładu stolarskiego państwa Lublinów. Kazia próbowała ustalić wojenne losy Ryfki i Dawida, nie mogąc jednak wpaść na żaden ślad, postanowiła wystąpić o legalną adopcję rodzeństwa, nie dopuszczając do siebie myśli o odesłaniu ich do sierocińca. Ferdynand, wówczas dziewięcioletni, pamiętał rodziców, Henryk nie. Powodowało to, że chłopcy nie mieli do swojej niani takiego samego stosunku. Młodszy traktował ją niemalże jak matkę, starszy tęsknił za rodzicami i choć rozumiał, co dla nich zrobiła, nie nawiązał z nią tak silnej więzi. Pamiętał, że w czasie pobytu w getcie ojciec tłumaczył mu, że jeśli nie spotkają się po wojnie, bracia powinni wyjechać do Palestyny.

Mimo, iż jak udało się później ustalić, państwo Verderber zginęli w czasie wojny, Katarzynie Chciuk nie udało się zrealizować planów dotyczących przejęcia opieki nad chłopcami.

_en_Ceremony_Ephraim_speaking__ceremony_was_for_Lublin_and_lublinka_.JPG

 

Listy zostawione w piwnicy

W 1945 roku do Krakowa przyjechała Bertha Verderber, szwagierka Dawida, ojca Ferdynanda i Henryka. Tak jak inni Żydzi krakowscy, którym udało się przeżyć wojnę, przeszła przez obóz pracy w Płaszowie, potem przez Auschwitz, w końcu została wyzwolona przez armię brytyjską w Bergen-Belsen. Podobnie jak Dawid i Ryfka, ona też zdecydowała się odesłać swoje córki, Rachel i Rehaw, pod opiekę zaprzyjaźnionej Polki. Tu wybór padł na drugą z pomocy domowych Verderberów – Łucję. Dziewczynki przetrwały okupację i po zakończeniu działań wojennych połączyły się z matką, jedyną ocalałą dorosłą osobą z rodziny Verderberów. Pod opiekę Berthy trafiło także kilkoro innych dzieci, bliżej i dalej z nią spokrewnionych.

Ciotka nie zgodziła się na adopcję i pozostanie chłopców w Polsce. Miała ku temu kilka powodów, wśród których wymienić można strach o ich bezpieczeństwo, zarówno fizyczne, jak i ekonomiczne. Wraz z córkami wyemigrowała do Nowego Jorku, przez resztę swojego życia mieszkała na Brooklynie. Ferdynand i Henryk wrócili do swoich przedwojennych imion i, przy udziale Berthy, zostali wywiezieni z Krakowa.

Ich wyjazd wymagał jednak zaangażowania dodatkowych osób. W czasie swojego pobytu w Krakowie, Bertha zwróciła się o pomoc do jednego z braci Aleksandrowiczów, Zygmunta, który mieszkał wówczas w Palestynie. Niedługo potem dowiedziała się, że poszukiwało jej dwóch brytyjskich żołnierzy. Jak się okazało, byli to Aleksander „Olek” Rakower i Mordechaj Rosenberg – członkowie utworzonej w 1944 roku w armii brytyjskiej formacji zwanej Brygadą Żydowską. W 1945 roku przebywali w Europie i na prośbę Zygmunta Aleksandrowicza (wuja Rakowera) przyjechali do Krakowa, by pomóc kobiecie.

Bracia, nie bez protestów ze strony niani, zostali przekazani pod opiekę Rakowera i Rosenberga. Najpierw trafili do Frankfurtu, później mieli udać się do pewnej rodziny mieszkającej w Holandii. Żołnierze liczyli na to, że uda im się tam sfinalizować adopcję chłopców. Nie mogli jednak przekroczyć granicy belgijsko-holenderskiej. Wówczas zapadła ostateczna decyzja o wywiezieniu braci do Palestyny.

Przez kilka tygodni mieszkali w Atlit (na południe od Hajfy), później trafili do kibucu Beit HaShita. Tu poproszono ich, by wybrali sobie hebrajskie imiona, nieprzypominające o miejscu pochodzenia i lepiej pasujące do nowego życia. Ferdynand stał się Ephraimem, a Henryk – Zwim.

Obaj źle znosili rozłąkę z nianią, szczególnie bolesne było to jednak dla młodszego Henryka. Rakower i Rosenberg zamieszkali w Izraelu. Utrzymywali z chłopcami sporadyczne kontakty. Mordechaj i jego żona między innymi zapraszali braci na wakacje do swojego domu w Hajfie.

Jak okazało się później, niania Kazia nigdy nie zapomniała o swoich podopiecznych. Zmarła 11 maja 1981 roku, nie mając pewności co do tego, jak potoczyły się losy Jasia i Edka. Lata po wyjeździe chłopców z Krakowa okazało się, że pisywała do nich listy, pełne rozpaczy i tęsknoty. Pogodziwszy się z tym, że nigdy nie przejmie nad nimi prawnej opieki, skłonna była dołączyć do nich w nowym miejscu zamieszkania. Listy adresowała do Zygmunta Aleksandrowicza, on z kolei przekazywał je Aleksandrowi Rakowerowi. Kobieta prosiła, by przeczytano chłopcom jej słowa i by pozwolono im odpisać – nigdy jednak do tego nie doszło. Zapomniana przez lata korespondencja odnalazła się w piwnicy domu Aleksandra przy okazji przeprowadzki. Wtedy też pierwszy raz trafiła w ręce braci.

Ścieżki rodzeństwa rozeszły się. Zwi mieszka w Izraelu. Ephraim, po kilku latach w wojsku, rozpoczął studia artystyczne w Tel Awiwie. Później zdecydował się na emigrację do USA. Był dwukrotnie żonaty, miał czworo dzieci, a jeden z jego synów – Avihu – zginął w 1982 r. w wojnie z Libanem. Ephraim ma dziś siedmioro wnucząt, mieszka w New Jersey, zajmował się malarstwem abstrakcyjnym i rzeźbą. Jedną z jego ostatnich prac są Żagle, pomnik stojący w Edgewater, na wietrznym brzegu rzeki Hudson. Rzeźba należy do serii, opierającej się na znaczeniu cyfry sześć, co stanowi oczywiste nawiązanie do sześciu milionów ofiar Zagłady. Komitet, który wyłonił ją jako najlepszą zgłoszoną do miejscowego konkursu, uznał, że jej kształt nawiązuje do żagli i oddaje ducha rzeki Hudson.

_en__agle.jpg

 

Katarzyna Chciuk w 2012 r. otrzymała pośmiertnie Medal Sprawiedliwa Wśród Narodów Świata.

 

Pełna wersja artykułu ukaże się w jednym z tomów serii Związani historią. Stosunki polsko-żydowskie na ziemiach polskich, przygotowywanej przez zespół prof. Anny Landau-Czajki z Żydowskiego Instytutu Historycznego.

 

Przeczytaj też:

Rocznica likwidacji getta w Krakowie

Dokumenty odnalazły rodzinę Brunona Schulza

Białostoccy Żydzi — rys historyczny